"Muszę kupić nowy balsam do ciała", pomyślałam pewnego wieczora, kiedy tubka z nieeleganckim odgłosem wypluła kilka kropel tegoż. Po chwili uświadomiłam sobie, że przecież mam balsam do ciała. Jakiś czas temu wygrałam, i to nie tylko balsam. Zdarzenie z serii "głupi ma szczęście", czy inne przypadkowe. Odpowiedź na pytanie "czym pachnie lato?" napisałam ot, tak, krótko, nie wykorzystując nawet połowy dozwolonej ilości znaków, w dodatku ostatniego dnia trwania konkursu. Link potwierdzający kliknęłam, jednak nic się nie wyświetliło. Potem, niedługo przed północą, kliknęłam w ten link jeszcze raz, przypomniawszy sobie, że coś chyba nie zadziałało. Strona wyrzuciła w odpowiedzi "dziękujemy za udział w konkursie".
Parę dni później dostałam tajemniczego smsa o nadaniu do mnie paczki...
"Co? Kto? Komu by się chciało?" - pomyślałam. Sprawdziwszy, gdzie znajduje się urząd pocztowy, z którego paczkę nadano, wykluczyłam wszystkich podejrzanych. O udziale w konkursie przypomniałam sobie dopiero, kiedy dostałam smsa od sponsora nagrody, perfumerii Yasmeen.
Paczka zawierała cuda (jednego brakowało, ale zostało dosłane później, dotarło 1 dzień później, niż paczka). Większości z nich pewnie sama bym sobie nie kupiła sama. I byłby to błąd ;)
1. Mydło do rąk i ciała Hareemi Oud:
Póki co nie otwierałam, bo muszę zużyć jeszcze jeden żel pod prysznic, w związku z czym nie wiem, jak pachnie. Ale ładnie wygląda, fioletowe z mieniącymi się drobinkami. Niestety, napis na tylnej etykiecie głosi, że nadmierne użycie może być niebezpieczne dla skóry. Mam nadzieję, że krzywdy mi nie zrobi. Skład, wg strony perfumerii:
Sodium Lauryl Ether Sulphate, Coco Amido Propyl Betaine, Carbopol,
Glycerine, Euxyl K100, E.D.T.A., Hareemi Oud Fragrance, Golden Colour,
Sodium Chloride, Aqua
2. Wspomniane wcześniej masło do ciała Sultani Oud
Również jeszcze nie otwierane, nie wiem, jak pachnie, dowiem się, jak zdenkuję aktualnie używany balsam. Opakowanie za to bardzo ładne, zachęcające. Skład też niczego sobie (pominąwszy podejrzany konserwant):
Petroleum Jelly, Ethyl Hexyl Palmitate, Glycerine, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glyceryl Stearate, Ceteareth, Capric triglyceride, Hydroviton, Dimethicone, Cyclopantasiloxane, Myristyl myristate, Alkyl acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Butylated Hydroxy Toluene, Oud Fragrance, Aqua
3. Perfumy w kremie Al-Rehab Tooty Musk
Powiem szczerze, spodziewałam się najgorszego. Musk, czyli piżmo, w dodatku maliny na pudełku, "smród nie z tej ziemi będzie", myślałam. Otworzyłam i przepadłam. Zachwycający, świeży zapach. Jeśli ktoś ma wątpliwości, jak pachnie lato, to teraz wiem: pachnie, jak te perfumy. Słodki, ciepły i jednocześnie orzeźwiający zapach. Z miejsca pokochałam!
Perfumy zamknięte są w całkiem efektownym, plastikowym słoiczku.
Zapach jest naprawdę urzekający, więc jak mi się skończą, kupię nowe opakowanie. Cena całkiem przystępna :)
4. Perfumy w olejku Al-Rehab Karina Rose
Spodziewałam się czystej róży. Na szczęście nie jest to czysta róża (mam różaną wodę toaletową, zapach bardzo lubię, ale po co mi 2 takie same?), jest to cały ogród różany wieczorową porą w upalne lato. Dość ciężki, raczej wieczorowy zapach.
Aplikacja wygodna, dzięki kulce (roll-on), trwałość bardzo dobra. Użyłabym na jakieś wyjście, niestety, żadne się nie zapowiada, więc będę używać tak po prostu.
5. Perfumy w sprayu Al-Rehab Golden
To jest właśnie ten element, którego brakowało w paczce. Na szczęście długo nie musiałam czekać; właścicielka perfumerii sama zadzwoniła zapytać, czy niczego nie brakuje, i to jeszcze zanim dostałam przesyłkę. Oddzwoniłam później zgłosić braki i następnego dnia perfumy już były u mnie.
W ładnym flakonie z mrożonego szkła skrywa się świeży, orzeźwiający i jednocześnie elegancki zapach.
Szczerze mówiąc, jestem bardzo zaskoczona, do tej pory arabskie perfumy kojarzyły mi się ze słodkimi, ciężkimi, nieznośnymi zapachami. Sama nie wiem, dlaczego. Okazuje się, że nie wszystkie są takie (o ile w ogóle jakieś), jestem całkiem mile zaskoczona.
6. Kajal w paście Hashmi Surma
Może nie stricte arabski kosmetyk, bo wyprodukowany w Pakistanie, jednak w krajach arabskich kajal też cieszy się popularnością.
Rozpakowałam już i używałam nie raz. Jestem z niego bardzo zadowolona, trwały, bezpieczny, nie szczypie w oko, nie rozmazuje się, no po prostu och i ach (mam też kajal w sztyfcie Himalaya; niebo a ziemia, nawet nie chcę porównywać, w każdym razie ten chętnie kupię ponownie, Himalayę gdzieś skitram albo wyrzucę). Idealny do makijażu w stylu Bollywood czy innych Arabian Nihts (jakiś tutorial o takiej nazwie na youtube'ie widziałam, coś mi się kojarzy). Nic, kiedyś może zrobię porównaniu obu kajali, ale to smutne będzie, bo firmę Himalaya lubię za kosmetyki pielęgnacyjne... ale cóż, kajal Hashmi jest bez prównania lepszy.
Dla zainteresowanych składem:
7. Dodatki: próbki perfum
Tym mnie zaskoczyli. Nie spodziewałam się, naprawdę. Dodatek o tyle miły, że ostatnio wzięłam je ze sobą na wyjazd i byłam bardzo szczęśliwa, bo miałam różne zapachy, w nie musiałam pakować kilku flakonów. Swojego faworyta już wybrałam, jest to środkowy zapach, Rasasi Orchid Prairie. Zamierzam kupić, jak pozbędę się kilku egzemplarzy z całkiem już pokaźnej kolekcji zapachów (całe szczęście nie kupiłam nigdy nic większego niż 50 ml, a ostatnio stwierdziłam, że 30 to i tak dużo i większych kupować nie zamierzam).
Tak oto, zupełnie niespodziewanie, wygrałam kolorowe i pachnące cuda z Bliskiego (i trochę dalszego) Wschodu. Wiadomo, że udział w konkursach bierze się, żeby wygrać, ale czasem tak bywa, że człowiek sobie myśli, że takioe mądrosci napisał, na pewno wygra, i nic; a czasem pisze coś ot tak, i komuś się spodoba na tyle, żeby przyznać tę nagrodę. I tym sposobem do końca roku nie musze kupować prawie żadnyc kosmetyków. Podoba mi się ta sytuacja, wreszcie zaoszczędzę na wycieczkę do Lublina (właśnie, jakby ktoś się znał, to niech mi poleci, co tam zwiedzić :)).
Aha, tak przy okazji pochwalę się, że niektóre ze zdjęć to HDRy, pierwsze w mojej karierze. Udało mi się dorwać w miarę sensowny i prosty w obsłudze program i trochę poszalałam. Nie powiem, które to fotki, można zgadywać. I nie, HDRy nie muszą być takie efekciarskie i przesycone, z maksymalnie podbitym kontrastem, by sprawiały wrażenie, że to sztuka. Chodzi o to, żeby wszystko było dobrze widać, ot, cała tajemnica.
wtorek, 2 września 2014
2 komentarze:
Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)













Obstawiam 4 zdjęcie od dołu. Czasem te efekciarskie hdry dobrze wyglądają. To musi być okoliczność, żeby nie wyszło coś dziwnego. I wolę na krajobrazach. Ludzie i małe elementy wyglądają źle.
OdpowiedzUsuńPerfumy w kremie mnie zaintrygowały. Może kiedyś się skuszę.
Gratuluję bogactwa wygranej! :)
Dobrze obstawiasz, ale nie tylko. Pierwsze od góry też, i jeszcze parę ;)
UsuńUch, wróciłam tu zdjąć pajęczynę, po pół roku odpowiedzieć na komentarz... chyba zacznę znów pisać, chyba mam o czym :)