Zainspirowana postami "co warto kupić na promocji w Rossmannie" i asortymentem polskich drogerii oraz produktami polskich firm postanawiam powiedzieć: DOŚĆ! NIE CHCĘ PRODUKTÓW DLA LATYNOSEK!* CHCĘ PRODUKTÓW DLA POLEK!
*Pół biedy jak dla Latynosek, często te produkty są dedykowane marchewkom
Jasnych podkładów jest mało. Bardzo mało. A jeśli chodzi o jasne podkłady od polskich firm, to przerażająco mało. Nie wiem, czy tworzy je ktoś, kto siedzi całe życie w laboratorium i nie wychodzi na zewnątrz, nie spotyka normalnych ludzi, nie widzi, jakiego są koloru? Ale dobra, mniejsza z tym. Udało mi się znaleźć kilka jasnych podkładów i oto one:
Od lewej: Miss Sporty So Matte 01 Light, L'Oreal Mat' Magique 01 Light Porcelain, L'Oreal True Match N1 Ivory, Pierre René 20 Champagne, Kobo Professional Ideal Cover Make Up 401 Light Vanilla.
Od lewej: L'Oreal True Match N1 Ivory, Dermacol Make-Up Cover 208, Ingrid Mineral Silk & Lift 280 Light Ivory
Swatche raz, że na ręce, dwa, że robione chwilę po nałożeniu, a trzy, dość gruba warstwa. Co to ma do rzeczy? Ano to, że na ręce podkład będzie zachowywał się inaczej, niż na twarzy. Na rękę można dać w celu zrobienia fot poglądowych dla porównania odcieni, tak jak ja teraz. Testować należy na twarzy.
Na twarzy podkład może ściemnieć albo i nie. Tak ma się rzecz np. z podkładem z Pierre René, który po nałożeniu na twarz jaśnieje, w każdym razie u mnie. Na zdjęciu wyżej wydaje się dość ciemny. Przy nakładaniu wydaje się dość mało kryjący. Jednak wystarczy odczekać chwilę i okazuje się, że kryje, no i jaśnieje. Aktualnie to jest chyba najlepszy podkład, jakiego używałam. Niestety, ciemniejsze odcienie już nie są takie fajne, bo są przeznaczone dla marchewek. Ale ten jeden, Champagne, jest ok.
L'Oreal True Match, który na zdjęciu wygląda na jaśniejszy od Pierre René, niestety ciemnieje. Wbrew obietnicom producenta, nie dopasowuje się do koloru skóry, raczej robi maskę (a ja jestem z tych, co żuchwę jeszcze wymalują, ale szyję sobie odpuszczają, jeśli nie ma na niej zmian trądzikowych). Na lato i jesień, owszem, nadaje się. Ale teraz jest akurat taki czas, kiedy po zeszłorocznej opaleniźnie nie ma śladu, a nowa jeszcze się nie pojawiła, jestem niemal przezroczysta, i wszelkie błędy w kolorze widać, i to mocno.
Można by się zastanowić, że jeśli tak marudzę, to czemu nie użyję po prostu podkładu z Kobo, który, jak widać, jest najjaśniejszy, żółty, i w ogóle wydaje się pasować osobie z przezroczystożółtawą cerą. Tak, wydawało mi się, że będzie pasował. Kupiłam na promocji za jakieś 6 zł. Użyłam i... coś nie grało. Po pierwsze, Ideal Cover Make Up, podobnie zresztą jak L'Oreal Mat' Magique, wymaga bazy. BEZWZGLĘDNIE. Inaczej wchodzi w pory i je podkreśla, a w makijażu chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Po drugie, podkład z Kobo wpada w zielonkawe tony, co zauważyłam dopiero w świetle dziennym. Na mnie efekt zwłok prosto z wody. Pozbyłam się go. Mam nadzieję, że nowa właścicielka będzie zadowolona, bo poza kolorem, to jest całkiem niezły. Mogę w zasadzie polecić, jeśli ktoś jest bladozielonkawy.
Mat' Magique z kolei jest całkiem niezły, kolor ok, nawet dopasowuje się i wtapia w skórę, wykończenie raczej satynowe, nie matowe, no ale ta baza... jak wstaję o 5:00, to naprawdę nie mam czasu na pełen makijaż. Za to na wyjścia jak najbardziej :) Minusem niestety jest to, że chyba już go nie ma.
Miss Sporty? Największą zaletą jest cena. Matuje całkiem nieźle, kolor też niczego sobie (nie jest różowy! a niestety większość jasnych podkładów wpada w róż). Jednak ma jedną wielką wadę. Warzy się na twarzy. U mnie jak już zaczął, tak trwa to do dziś. A szkoda, bo bardzo lubiłam. Ale warto wypróbować.
Dalej, na drugim zdjęciu, True Match N1 jest dany w celu porównania kolorów. Ale znów w rzeczywistości na twarzy wygląda to nieco inaczej. Dermacol 208 jest właściwie tego samego odcienia, mimo, że tutaj wygląda na ciemniejszy i nieco szarawy. Owszem, super jasny nie jest, przy opaleniźnie jednak jest najlepszy. I jest nardzo wydajny: jedna mała kropla wystarcza na całą twarz, do tego krycie na 5+! Żałuję, że nie miałam go w czasach najpaskudniejszego ataku trądziku różowatego, może mniej warstw tapety nosiłabym wtedy na twarzy (serio, wtedy to była zabawa z malowaniem sobie twarzy od nowa, żeby jakoś wyglądać i nie straszyć, nie wzbudzać sensacji, słowem: żeby się zakamuflować całkowicie).
Podkład z Ingrid to niestety rozczarowanie. W testerze było chyba co innego, bo wydawał się jaśniutki. Promocja w Hebe, cena 5,99 zł, pomyślałam, że nie majątek, można kupić. A potem się okazało, że niestety, na twarzy ciemnieje. I nie pomaga rozjaśnienie białym podkładem Makeup Revolution The One Foundation. Ciemnieje i koniec. Nie wiem, co z nim zrobię, bo poza tym ciemnieniem jest całkiem dobry: ładnie się stapia za skórą, łatwo się nim pracuje, nieźle kryje. Może po dodaniu bieli tytanowej coś się rozjaśni? Spróbuję. Jeśli nie, poszukam dla niego nowej właścicielki.
Tyle, jeśli chodzi o podkłady płynne i kremowe. Testowałam też mineralne, i z tych, przyznam, jestem bardziej zadowolona. Tym bardziej, że są produkowane w Polsce w odpowiednio bladym i czystym odcieniu.
Po lewej Annabelle Minerals podkład matujący Sunny Cream, po prawej Uoga Uoga Kas ta sakura? – widać różnicę :) Podkład z Annabelle Minerals jest lepszy, jeśli chodzi o kolor, w zasadzie idealny, zwłaszcza teraz. Co prawda wersja matująca, widoczna powyżej, wygląda dość nienaturalnie na twarzy (za to widać ją na ręce, temu jej użyłam do zdjęcia), ale podkład rozświetlający w tym samym odcieniu jest po prostu idealny. Niestety, żeby nie było za dobrze, minerały nie nadają się zawsze i wszędzie. Są dość nietrwałe, szybko mi znikają z twarzy, a nie wiem, jak je utrwalić.
Póki co nadal szukam ideału. Rok temu wydawało mi się, że znalazłam – na konsultacjach w Sephorze. Niestety, nie kupiłam, bo 200 zł za podkład to trochę dużo. I już nie kupię, bo po zmianie formuły i poszerzeniu gamy kolorystycznej, odpowiednik mojego idealnego koloru nie jest już do Polski sprowadzany.
Tyle w temacie podkładów. Testowałam też koreańskie kremy BB, żeby było szybciej i wygodniej co dnia. Nie. Koreańskie kremy BB są dla Koreanek. Dla mnie zdecydowanie za ciemne, a niektóre (Missha, fioletowy i różowy ze Skin79) za szare. Jedynie zielony ze Skin79 jako-tako się nadawał, kolorystycznie głównie, ale miał strasznie tępą konsystencję i bardzo źle się rozprowadzał na skórze. Polskie kremy BB niestety też za ciemne. No i jak żyć, będąc bladą?
PS. Zrobiłam bloga z fotkami. Na razie mało jest, ale z czasem będzie więcej. Zapraszam.



Ja osobiście Lirene City Matt w kolorze jasnym, czyli 203. A na imprezy, kiedy potrzebuję większej trwałości, sięgam po Rimmel Stay Matte w odcieniu 091 Light Ivory. Kiedyś używałam Max Factor Lasting Performance (chyba 100), z którego byłam bardzo zadowolona. Ale nie jestem ekspertem w tej dziedzinie.
OdpowiedzUsuńZ Lirene miałam do czynienia dawno temu i jakoś mi się nie spodobały podkłady. Pomyślałam, że linia Provoke od Dr Eris jest lepsza, bo droższa i tak ekskluzywnie wygląda, w Rossmannie przy okazji promocji postanowiłam obczaić podkład rozświetlający (Radiance, kolor najjaśniejszy). Byłam przerażona odcieniem: w tej buteleczce z mrożonego szkła wydawał się jasny, wycisnęłam i... marchewa.
UsuńRimmela zobaczę, może się nada. Wszyscy Revlona zachwalają, może też trzeba wypróbować?
Ekspertem też nie jestem, ale jestem, wydaje mi się, dość przeciętną Polką, niestety, odcieniowo ignorowaną przez większość polskich producentów kosmetyków. :( Marzy mi się, żeby ktoś zrobił podkłady w gamie, jaką ma Make Up For Ever, tylko w niższej cenie... kupowałabym.
Podpisuję się pod apelem o jasne podkłady. Kupiłam taki, na którym było napisane "naturalny", a to marchewka właśnie była...A w sklepie, przy tym cudnym oświetleniu był, jak "jasnobeżowaporcelana". :-D. (marki nie wspomnę, bo z "nerw" wyrzuciłam)
OdpowiedzUsuńNo ja zwykle zanim kupię, to albo lecę do okna (w Hebe miałam taką możliwość, a i tak wtopa z tym z Ingrid) albo wychodzę na światło dzienne sprawdzić. A potem się okazuje często, że to jednak trzeba sobie malować paski na twarzy i pół dnia z tym przechodzić, żeby sprawdzić, czy na pewno dobry, bo tak hop-siup nałożony i zobaczony po chwili może wyglądać dobrze, a potem kiszka. Nie wiem, z czym one tak reagują na twarzy, że ciemnieją, ale tak być nie powinno. Ktoś mógłby mniej reagujące wynaleźć...
Usuń