sobota, 26 listopada 2011

Sag mir, wo die Blumen sind

Jesień pełną gębą, zaraz zima, co też odczułam na własnej skórze - tydzień przesiedziałam w domu chora i niezdolna do czegokolwiek. Ale wracam, wczoraj już wyszłam, nawet trafiło mi się słońce - łapałam promieniowanie twarzą i czułam, jak mi się witamina D wytwarza. ;)
Ale tego słońca będzie coraz mniej. Będzie szaro, potem biało i będę sobie podśpiewywać z Marleną Dietrich "Sag mir, wo die Blumen sind" w oczekiwaniu na wiosnę, czarno-biała, jak Marlene. Kolorom na chwilę daję odpocząć, choć nie wszystkim. Z czarnym i białym zawsze dobrze wygląda czerwony, nic odkrywczego, ale żeby było ładnie, nie musi być odkrywczo. (Już nie piszę więcej, bo zaczynam sypać mądrością jak Paulo Coelho...)

A jednak coś napiszę, bo właśnie mi się przypomniało. Jakiś czas temu, na jednym blogu przeczytałam, że takie pisanie skąd poszczególne części garderoby przedstawione w notce pochodzą, to bez sensu, bo wygląda jak reklama i w ogóle jest niefajne. Ale ja będę to robić, co mam komuś skąpić informacji, gdzie kupiłam? Jak się podoba, to niech sobie kupi takie same albo podobne, ja nie mam nic przeciwko. Niektórych rzeczy tylko będzie musiała taka osoba szukać w lumpeksach, outletach i na allegro, bo nie wszystko mam świeże, nowe i kupione wczoraj ;)
Zatem: buty: Deichmann; skarpetki (:P): Gatta; spodnie, a były ich dwie pary: z allegro (kupione dawno, nie znajdę od kogo) i z H&M (jakby ktoś widział gdzieś takie, zwykłe, materiałowe, bez kantu, dość długie, z rozszerzaną nogawką, to niech da znać, bo pilnie potrzebuję - te są o numer za duże i stare); gorset: Panache Masquerade, marynarka: novamoda.pl; rękawki: Martyna-M20; naszyjnik: nie pamiętam gdzie, ale kiedyś kupiłam; toczek: H&M.

Foto: jak zwykle, Kaśka.

4 komentarze:

  1. Mam podobne podejście do tagowania tego, co ma się na sobie ;) Poza tym wszędzie można dostać wszystko podobne, więc co za różnica?
    I to pierwsze zdjęcie jest mistrzowskie. Marlena z czasów Berlińskich jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty, ale Ty masz szczęście, że masz tak świetnego fotografa :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się nauczę to się lepiej podpiszę. Tymczasem Anonim jestem, bo jestem trochę star(sz)a i uczę się obsługiwać internet. Napisałam, że jestem star(sz)a no i w związku z tym i Marlenę pamiętam ;)
    Podobałoby się jej szczególnie pierwsze zdjęcie. Pozostałe też dobre.

    OdpowiedzUsuń
  4. @R.F.: no właśnie, nie ma sensu ukrywać, skąd co się ma, i tak na pewno ktoś ma takie samo (chyba, że sama sobie zrobię, to tylko ja będę miała ;))

    @Katie: dziękuję, przekażę :) I cieszę się moim szczęściem :)

    @Anonim: dziękuję :) Marlena była tu dla mnie inspiracją, nie ukrywam, zwłaszcza podczas robienia tego pierwszego zdjęcia. Ona umiała dobrze wyglądać w spodniach i wyglądała dobrze tak po prostu... a w każdym razie takie sprawiała wrażenie, że to tak po prostu. No i te jej falowane włosy - sama nie wiem, czego jej bardziej zazdroszczę, włosów (bo moje są odporne na kręcenie i falowanie), czy tej zdolności wyglądania świetnie.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))