Sesja to taki okres w życiu człowieka, kiedy na nic nie ma czasu, bo wreszcie można się wyspać i oglądać serial. Serial niestety nie chciał być oglądanym, ciągle jakiś foch i błąd wyskakiwał, więc pomyślałam, że dodam notkę. Akurat parę dni temu dostałam zdjęcia (miały być w poniedziałek, notka też), robione były w ostatnią niedzielę (to ostatnia niedzieeeela...), miałam dostać w poniedziałek i wtedy wrzucić, no ale... nikomu nic się nie chce ;)
Wracając do sesji, to już tydzień za mną, oficjalnie jeszcze tydzień, a naprawdę - we wtorek ostatni egzamin. No i ja należę do takich konserwowych zamarynowanych dinozaurów, co to na egzamin ustny stroją się jak szczur na otwarcie kanału połączone z przyjazdem delegacji zmutowanych gupików, co zresztą widać na zdjęciach ;)
Tu wyglądam mądrze, bo mam książkę. Książka mądrzejsza ode mnie, ale jej treść muszę znać dopiero na sesję letnią ;) więc jeszcze zdążę jej dorównać... może.
Generalnie jest ok, chociaż koniec (rąbek?) koszuli odznacza się pod sukienką. Jednak. Ale na żywo chyba nie rzuca się w oczy aż tak, bo nikt nie narzekał.
I to jest koniec zestawu rozważnego, zawierającego koszulę BiuBiu (mam małpie ręce, z wywiniętym mankietem rękawy są za krótkie :/), sukienkę F&F, rajstopy Marilyn i czółenka Deichmann.
Kolej na zestaw romantyczny:
Tak, zawsze przed egzaminami rwę sobie włosy z głowy, płaczę, histeryzuję itd. Ostatnio podśpiewywałam sobie fragment piosenki, która pojawi się na końcu notki, znaczy wersy brzmiące: она хотела даже повеситься / но институт, экзамены, сессия. Tak, mam pomysły...
Koniec końców zawsze zostaję przy życiu, ze zdanymi egzaminami. Ale poziom stresu przewyższa chyba tylko poziom kofeiny...
A tu wesoły coś spinający włosy, lekko widoczny już na poprzednim zdjęciu. I koniec zestawu nr 2, romantycznego. Na egzamin został zmodyfikowany: ozdoba do włosów została w domu, bo musiałam iść w czpace (co tam wygląd! najważniejsze to nie zmarznąć!), a spódnicę zastąpiłam spodniami i dodałam marynarkę. I też było dobrze i pro i skutecznie ;) A, buty też miałam inne (w obu przypadkach), nie zwariowałam jeszcze, żeby po mrozie i innej plusze poginać w pantofelkach. Skład: bluzka H&M po mojej własnoręcznej modyfikacji polegającej na dodaniu zaszewek z przodu i pogłębieniu tych z tyłu, dzięki czemu lepiej się układa, spódnica F&F, rajstopy Gatta, czółenka Deichmann (ostatnio było takich wszędzie pełno, ale ja kupiłam dawno, zanim jeszcze były modne ;)). To by było na tyle, na wtorkowy egzamin się nie stroję, bo pisemny ;)
Ty zawsze ładnie w sukienkach/spódnichach wyglądasz. Ja bym tylko rajstopy ostatnie na coś innego wymieniła, ale pewnie dlatego, że jestem stara i się nie znam ;)
Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie. Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))
Pięknie :) Pani profesor :D
OdpowiedzUsuńE tam profesor, jak dobrze pójdzie, to może w końcu magister będzie ;) Do profesora długa droga, nie wiem, czy mi sie chce...
UsuńTy zawsze ładnie w sukienkach/spódnichach wyglądasz. Ja bym tylko rajstopy ostatnie na coś innego wymieniła, ale pewnie dlatego, że jestem stara i się nie znam ;)
OdpowiedzUsuńNie zawsze, tylko, jak się postaram. ;) A rajstopy faktycznie jakoś dziwnie wyszły, może jakieś inne trzeba było włożyć? :/
Usuń