poniedziałek, 28 maja 2012

Worek w stylu goa'uld

Matko! Zmienili interfejs! Teraz już nigdy się w tym nie połapię ;( Reklamują, że ładniejszy (może) i łatwiejszy w obsłudze (akurat! :<) No, nic, ponarzekałam, to przejdę do rzeczy.
Notka jest z pozdrowieniami dla tych, którzy czczą figurę klepsydry i uważają, że zawsze i wszędzie trzeba ją podkreślać, jak się ma takową. A figę! Nie ma ubrań na klepsydry (heh, to, że kobiety mogą mieć dużą różnicę talia-biust już ktoś zauważył, ale talia-biodra? więcej niż 20 cm? niemożliwe!), nie ma maszyny do szycia, gwiżdżę na podkreślanie talii i dupy osy, tym bardziej, że wcale się z tym dobrze nie czuję. No, w jednej sukience w miarę, ale ogólnie to wcale mnie nie bawi posiadanie dołu osy i góry Walkirii. Znaczy posiadanie jak posiadanie, ale po co to podkreślać? Sytuacje plażowe, kiedy nie można tego nijak zamaskowć, przeżywam bez szwanku - jest, widocznie tak być musi. Ale kiedy mogę mieć na sobie coś więcej, niż bikini, to preferuję luźne wory. Albo dresy. Dresom jednak tym razem dam spokój ;)
Worek, zwany też tuniką, dostałam od Izy(dy, chciałoby się rzec ;)). Ozdobiony jest malunkami i cekinami w stylu goa'uld, niektóre wiszą i dyndają przy chodzeniu.



Zbliżenia nie dam, bo ostatnio dostaję od fotografa fotki nikczemnej rozdzielczości, bo po co mi na bloga większe. A tu przydałyby się, do pokazania szczegółu. Albo do wywołania i oprawienia w ramkę. Zła wiadomość jest taka, że jeśli mój plan się powiedzie, i się wyprowadzę, to fot nie będzie w ogóle, a co za tym idzie: blog umrze. I tak dogorywa.
Ach, żeby nie było, że przecież chodzę czasem w obcisłych/nieluźnych ciuchach i co ja tu o worach: owszem, chodzę, jak mam ochotę. Czasem chodzę też w gorsecie, przez co wyglądam jeszcze zabawniej, niż na co dzień. Ale jak ma być wygodnie, to luźne ubrania są niezastąpione. Np. bojówki i koszulka, czy legginsy i tunika. Mało oryginalnie, ale ja tu o wygodzie. A zestaw nr 2 potrafi nawet być ładny ;)
A teraz się pochwalę, bo może ktoś chociaż napisy końcowe czyta ;)
tunika: od Izy (która miała ją z lumpeksu)
legginsy: Calzedonia (outlet, tylko tam się opłaca kupować: 10 zł zamiast 60 - to mówi samo za siebie!)
kapciuchy: Primark, z allegro
torebka: H&M (sprzed 2 lat, już takich nie ma)
okulary: PRL, a naprawdę też od Izy, na allegro znalazła (chyba powinna zostać moją stylistką, ha! ;)

1 komentarz:

  1. Okulary kupiłam przez allegro, to prawda.
    Goa'uldztwo prima sort! Brakuje Ci tylko hand divice.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))