niedziela, 19 maja 2013

jestem biedronką, jestem biedronką...

Może niezupełnie. Ale biedronka... cóż, raz, że ładny owad, dwa, że często tam kupuję, chociaż drogo ostatnio, a trzy... jak czerwone i kropki, to tak jakoś się samo nasunęło. Zdjęcia z jak-tylko-się-ciepło-zrobiło, z końca kwietnia. Długo na nie czekałam, ale warto było ;) Chociaż teraz są trochę nieaktualne, bo poszukiwać wiosny już nie trzeba, drzewa nie są łyse, a na grubsze rajstopy jest zdecydowanie za gorąco. Ale mniejsza z tym. Chociaż generalnie na poważne wyprawy poszukiwawcze takich strojów nie polecam, zwyczajnie niewygodne i grożą problemami.

GIMP mi coś kolory masakruje, chciałam tylko znak wodny dodać, otwieram, a tu zgaszenie jakieś totalne. Trochę podciągnęłam, żeby było jak dostałam, czy trochę podobnie... ale zła jestem na dziada. Tu wyżej widać, jak się przytulam do drzewa. Bo w sumie to już tylko tyle mi zostało, a drzewa chociaż są fajne.
Sukienka też fajna, chociaż krótka. Ale ma kieszenie, a ja lubię sukienki z kieszeniami. W ogóle lubię ubrania z kieszeniami. Tak na marginesie i przy okazji, jako, że sukienkę kupiłam - swoją drogą za śmieszną cenę - nad Bałtykiem w kraju bałtyckim, gdzie mówi się językiem najbardziej z obecnie używanych zbliżonym do naszego prajęzyka praindoeuropejskiego, kieszeń nie jest słowem polskim. To jeden z niewielu bałtyzmów w polskim, spokrewniony ze słowem kisić, a pochodzący (oba w sumie) od litewskiego kišti, czyli wciskać, wpychać, wsuwać. Ja w kieszeniach zwykle kiszę chusteczki i pomadki.
Tu znalazłam początki wiosny na wierzbowych gałęziach. Jeszcze nieszkodliwe, niepylące. Na jakieś pyłki mam alergię, bo nawet na zewnątrz puchną mi migdałki i wszystko swędzi i cieknie. W tym miejscu dziękuję pani w aptece za dobre i tanie tabletki pakowane po 10, a nie po 7, jak to często bywa.
Kolejne zdjęcie z drzewem, na którym widać, że włosy mają się lepiej. Powoli naprawiam je po przeproteinowaniu. Nie kręcą się, nie plączą, nie łamią, chociaż końcówki jeszcze trochę trzeba będzie podciąć.
I na koniec zdjęcie poglądowe z tyłu. Z tyłu sukienka też ma kieszenie. I paseczek, pozwalający jako-tako dopasować ją w talii. Generalnie pasuje jako-tako, bo przytyłam. Ale nie daję się, postawiłam pod łóżkiem buty do biegania i odkąd tam stoją, już trochę schudłam. Czekam na dalsze efekty :)
Cóż czas na napisy końcowe...

Odzież: sukienka: New Yorker | rajstopy: nie pamiętam, gdzieś wcześniej były, zanim kropki im się zaczęły wycierać | trampki: Deichmann, niestety ostatnio nie widziałam nigdzie normalnych :( a te w sumie już przeciekają i się sypią ze starości | pod sukienką wspiera mnie Freya Deco strapless - najlepszy, jaki można mieć, serio. można w nim skakać, tańczyć, wisieć do góry nogami i cały czas trzyma (tak, to znaczy, że polecam)

Foto: Kaśka

PS Taki mały bonus, wiosenno-neofolkowo-wciągający, czyli piosenka dnia (względnie pitu-pitu z Kor... Korfu; kurczę, dla mnie ciągle ta wyspa to Korkyra):

1 komentarz:

  1. Biedżronka to najważniejszy owad w życiu każdego człowieka :)
    Podoba mi się połączenie rajstopowo-trampkowe. Dobrze wygląda. Kieszenie dodają sukience 50 punktów. Zawsze mnie denerwuje, że nawet jakaś nieprzeozdobna, tylko codzienna sukienka, jest całkowicie pozbawiona kieszeni. Rozumiem w kreacji wyjściowej, ale w zwykłej sukience? Komu by zaszkodziły kieszenie? Tajemnica Wszechświata, której nigdy nie zrozumiem.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))