![]() |
| słit focia w polu |
Gwiazdki zdobią wszystkie krawędzie, poza górną, znaczy: są na dole części kadłubowej i na mankietach. Przy dekolcie nie ma, co za dużo, to niezdrowo, barok i horror vacui innym razem, sweter poza tym jest pusty, jak pole za mną.
Zamiast rękawiczek mam mufkę. Rękawiczki niestety zaczęły się rozpadać, muszę zreperować albo znaleźc gdzieś nowe, równie dobre. Albo dostać, poprzednio dostałam.
Zdecydowanie nie szaliczek, długi jest na ponad 4 metry, dzięki czemu można się owinąć wielokrotnie i całkiem szczelnie.
Tak wygląda kawałek warkocza na szaliku. Może wygląda na trudny, ale robi się całkiem przyjemnie i łatwo, chociaż, przyznam, w jednym miejscu się pomyliłam, ale na ponad 4 metrach trudno to znaleźć ;)
Na koniec ucieczka przed krwiożerczym dzikim dinozaurem, znanym także jako jamnik. Jamnik na cudzym blogu występuje dość często, przyzwyczaił się do gwiazdowania i szturmem - jak widać - zdobywa również mojego bloga. Nie widać, jak szarpie mi pompony przy butach i szalik, ale jak będzie dalej taki wredny, to pokażę światu jego prawdziwe oblicze.
Aha, chemioterapii (no bo jak to nazwać?) jeszcze nie zakończyłam, do końca kwietnia mam jeść leki. Twarz mam coraz bardziej wyjściową, pewnie niedługo będę mogła się normalnie malować i nosić soczewki. W każdym razie łojotok się skończył, zaskórniki zostały opanowane, pory zwężone, rzęsy odrosły. Jedyne, co mnie martwi, to to, że włosy zaczynają mi się kręcić - zawsze miałam proste, a tu wstaję rano - sprężynki. Po rozczesaniu znikają, ale i tak nie podoba mi się to (mimo olejowania, laminowania, odżywiania, takie badziewie mi się pojawia, no!). Chociaż dzisiaj były tak ładne, że poprosiłam Izę o loki. Takie w stylu Dolly Parton czy innej gwiazdy, która nie miała szopy na głowie. Efekty widać powyżej. A, nie, jest jeszcze druga rzecz, która mnie martwi: zakaz jedzenia mleka i czekolady do końca życia, i wszystkiego, na co mam alergię, też nie mogę jeść. A tak lubiłam mleko czekoladowe z biedry...
Foto: wyjątkowo Iza.
Na sobie mam: kożuch kupiony dawno za jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy, made in China | czapka: zrobiona własnoręcznie | sweter: też sama robiłam | szalik: również moje rękodzieło | mufka: od Mamy | legginsy: te same, co tu | śniegowce: Smyk








Skandynawskie zdjęcie "Biegnąca z jamnikiem" jest najpiękniejsze! :D
OdpowiedzUsuńJeszcze się znajdzie jakiś dobry sposób na skręcanie włósów, nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje, napisał Jan Kochanowski, który też miał problem z lokówką i papilotami.
Muszę się nauczyć takie wyplatanki dziergać. Zawsze ładnie wyglądają.
Te wyplatanki są proste, po dwóch przerobieniach robi się automatycznie ;)
Usuń"Tytułowa" prognoza pogody optymizmem nie napawa ;)
OdpowiedzUsuńSzal - prawdziwy szał. Piękny.
Powodzenia w "chemioterapii", oby to była jedyna i żadnej, i innej już nigdy...
Graszka
Dziękuję, dziękuję. Starałam się :)
UsuńDo końca chemioterapii został tydzień, jak o tym myślę, to od razu chce się żyć. Ech, już depresji dostaję w ramach skutków ubocznych.
A zima się jednak skończyła :) I niech do grudnia nie wraca...