wtorek, 2 kwietnia 2013

Jutro będzie futro, a pojutrze też, bo zima się nie skończy

Niby kwiecień, od ponad tygodnia wiosna teoretyczna w kalendarzu, ale rzeczywistość, jaka jest, każdy widzi: biała. Dobrze, że nie szara, bo narzekania byłoby więcej. Na zewnątrz bez futra czy kurteczki wiatroszczelnej nie ma co wychodzić. Jako, że kurteczka już kiedyś wystąpiła, tym razem będzie futro. Poza futrem polar i wełna, czyli ocieplane legginsy i sweter (i szalik). Sweter jest 100% wełny, gryzie, ale grzeje, więc mu wybaczam, poza tym jest w najmodniejszy każdej zimy wzór - norweskie gwiazdki. Na nogach śniegowce, niestety trochę za krótkie na śnieg do kolan - trochę mi się do środka tego białego dziadostwa nasypało... Ale generalnie po zaimpregnowaniu są nieprzemakalne, do tego zawierają ocieplacz czy tam skarpetę ze sztucznego baranka, mają ozdobny szlaczek, pompony, i nie wiem, po czym odróżniam prawy od lewego, ale jakoś się to udaje. Na mróz dają radę, gorzej, jak jest mokro (ale jeszcze nie jest, nie na wsi w każdym razie, w mieście te buty się nie sprawdzały i zawsze solone błoto przeżarło się przez impregnat, więc teraz noszę je w bardziej sprzyjających warunkach).
słit focia w polu
Fotka kłamie, śniegu jest więcej, niż do kostek, ale stoję na udeptanym. Prawda jest taka, że jak wyszłam w te zaspy, to nasypało mi się do butów.

Gwiazdki zdobią wszystkie krawędzie, poza górną, znaczy: są na dole części kadłubowej i na mankietach. Przy dekolcie nie ma, co za dużo, to niezdrowo, barok i horror vacui innym razem, sweter poza tym jest pusty, jak pole za mną.


Zamiast rękawiczek mam mufkę. Rękawiczki niestety zaczęły się rozpadać, muszę zreperować albo znaleźc gdzieś nowe, równie dobre. Albo dostać, poprzednio dostałam.
Zdecydowanie nie szaliczek, długi jest na ponad 4 metry, dzięki czemu można się owinąć wielokrotnie i całkiem szczelnie.
Tak wygląda kawałek warkocza na szaliku. Może wygląda na trudny, ale robi się całkiem przyjemnie i łatwo, chociaż, przyznam, w jednym miejscu się pomyliłam, ale na ponad 4 metrach trudno to znaleźć ;)
Na koniec ucieczka przed krwiożerczym dzikim dinozaurem, znanym także jako jamnik. Jamnik na cudzym blogu występuje dość często, przyzwyczaił się do gwiazdowania i szturmem - jak widać - zdobywa również mojego bloga. Nie widać, jak szarpie mi pompony przy butach i szalik, ale jak będzie dalej taki wredny, to pokażę światu jego prawdziwe oblicze.

Aha, chemioterapii (no bo jak to nazwać?) jeszcze nie zakończyłam, do końca kwietnia mam jeść leki. Twarz mam coraz bardziej wyjściową, pewnie niedługo będę mogła się normalnie malować i nosić soczewki. W każdym razie łojotok się skończył, zaskórniki zostały opanowane, pory zwężone, rzęsy odrosły. Jedyne, co mnie martwi, to to, że włosy zaczynają mi się kręcić - zawsze miałam proste, a tu wstaję rano - sprężynki. Po rozczesaniu znikają, ale i tak nie podoba mi się to (mimo olejowania, laminowania, odżywiania, takie badziewie mi się pojawia, no!). Chociaż dzisiaj były tak ładne, że poprosiłam Izę o loki. Takie w stylu Dolly Parton czy innej gwiazdy, która nie miała szopy na głowie. Efekty widać powyżej. A, nie, jest jeszcze druga rzecz, która mnie martwi: zakaz jedzenia mleka i czekolady do końca życia, i wszystkiego, na co mam alergię, też nie mogę jeść. A tak lubiłam mleko czekoladowe z biedry...


Foto: wyjątkowo Iza.

Na sobie mam: kożuch kupiony dawno za jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy, made in China | czapka: zrobiona własnoręcznie | sweter: też sama robiłam | szalik: również moje rękodzieło | mufka: od Mamy | legginsy: te same, co tu | śniegowce: Smyk

4 komentarze:

  1. Skandynawskie zdjęcie "Biegnąca z jamnikiem" jest najpiękniejsze! :D
    Jeszcze się znajdzie jakiś dobry sposób na skręcanie włósów, nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje, napisał Jan Kochanowski, który też miał problem z lokówką i papilotami.
    Muszę się nauczyć takie wyplatanki dziergać. Zawsze ładnie wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wyplatanki są proste, po dwóch przerobieniach robi się automatycznie ;)

      Usuń
  2. "Tytułowa" prognoza pogody optymizmem nie napawa ;)
    Szal - prawdziwy szał. Piękny.
    Powodzenia w "chemioterapii", oby to była jedyna i żadnej, i innej już nigdy...

    Graszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję. Starałam się :)
      Do końca chemioterapii został tydzień, jak o tym myślę, to od razu chce się żyć. Ech, już depresji dostaję w ramach skutków ubocznych.
      A zima się jednak skończyła :) I niech do grudnia nie wraca...

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))