Czasem człowiek po prostu wraca. Tak, jak większość tych, co wyszli po zapałki. Wracam bez zapałek, bez ustalonej koncepcji, sama nie wiem, co tu będzie, o jakich szmatach będę pisać (no i fail, mówi się "ałtfity" i "stylizacje", a nie szmaty; niestety, w miejscu, gdzie pracuję, potocznie na ubrania mówi się "szmaty", jakoś to przejęłam), i czy w ogóle o nich, chociaż właściwie to na tyle ważna część życia kobiety, że na pewno będę. Tak, ktoś kiedyś stwierdził, że hobby dziewczyn to ciuchy i kosmetyki. Ja bym dodała jeszcze diety, niekoniecznie odchudzające. Sama jestem na diecie pełnej domysłów i przypuszczeń.
Muszę jeszcze przekopać się przez stertę wiedzy, i stwierdzić, czy faktycznie dieta ma wpływ na stan cery, czy to mity. Pomijając, rzecz jasna, produkty, na które dany osobnik ma alergię, np. pomidory - wczoraj zjadłam plasterek w surówce, chociaż pilnowałam, żeby nie wziąć sobie pomidora, ale się nawinął, na widelec też. Pomyślałam, że nie zaszkodzi. Długo nie trzeba było czekać: swędzące zaczerwienienie na twarzy, za które winę normalnie zwaliłabym na klimę, ale do tego doszły inne objawy, które jednak przypisuję alergii. Ale bez pomidorów można żyć, całkiem fajnie nawet, bez wyrzutów sumienia jeść ziemniaki (psiankowate zawierają potas, wolę czerpać go z frytek, niż z tabletek).
Muszę pomyśleć, co z tym dalej, co tu robić, mój inny blog też leży, chociaż przynajmniej zdjęcia ładne i tekst do rzeczy. Bo generalnie ja się w życiu zajmuję konkretami, o których tam piszę. Polecam, link na panelu bocznym (czy jak go tam zwą).
Przez ten czas, co mnie nie było, urosły mi włosy, przybył tytuł zawodowy i certyfikat językowy. Oraz trochę szmat i butów, a także kosmetyków, nie tylko kolorowych. Jeśli o kosmetyki chodzi, to jest to jeszcze jeden powód, dla którego kocham Litwę. Raz, że tańsze, niż w Polsce (zwłaszcza na promocji), dwa, że większy wybór. Weźmy takiego typowego Drogasa, odpowiednik naszego Rossmanna, z tym, że lepiej zaopatrzony; poza standardowym rossmańskim asortymentem jest jeszcze mnóstwo kosmetyków fińskich, rosyjskich, litewskich, angielskich, niemieckich do wyboru. Białoruskie też chyba są. Na pewno są w Kosmadzie, tam jest też trochę izraelskich. Przyznam szczerze, że siedząc miesiąc na Litwie, sporo kasy przepuściłam na kosmetyki. Przy okazji odkryłam takie świetne, że jak nie zaczną ich sprzedawać w Polsce, to ja zmieniam miejsce zamieszkania. Ale o tym może innym razem.
Póki co, wróciwszy, pozdejmuję pajęczynę, poodkurzam, trochę odświeżę tu wszystko. A potem może zacznę pisać. I wklejać zdjęcia, rzecz jasna. Takie gdzie ładnie jestem ubrana. Póki co zdjęcie z projektantem, tak na koniec notki i na pociechę ;)

Tylko nie zmieniaj branży na bloga kulinarnego. Promuj Litwę, weź dopłaty od wileńskiego ministra kultury zagranicznej :P
OdpowiedzUsuńLitwę masz tam po prawej w linku ;) Tutaj mogę coś o ichnich kosmetykach i wyprzedażach odzieżowo-obuwniczych napisać (swoją drogą, wybrałabym się na zakupy do Marjampola, ale to pewnie dopiero w grudniu najprędzej...)
UsuńMiło mi ogromnie, że znowu jesteś. I pisz co chcesz, chętnie będę czytać.
OdpowiedzUsuńGraszka
Miło mi, że chcesz czytać :)
Usuń