niedziela, 17 listopada 2013

Rozczarowanie miesiąca: baza pod makijaż Kobo.

Z serii "nie kupujcie, chyba że macie suchą skórę/lubiecie eksperymenty".
Potrzebowałam bazy pod makijaż. Poszłam do Drogerii Natura (bo nie tylko tego potrzebowałam), zastanawiałam się, poprosiłam o pomoc, panie poleciły mi bazę Kobo Professional Smooth Make-up Base.
Foto ze strony producenta, może później dodam swoje, ale tak wygląda wróg ;)
Tak jako, że dobra dla młodej cery, dla przetłuszczającej się też. No, ok, chyba wiedzą, co sprzedają. W domu wypróbowałam bez makijażu: no, całkiem fajna, chociaż trochę zbyt płynna, w sumie ma konsystencję mleka, wcale nie z tubki, przez co dość ciężko się nakłada. I długo się wchłania, tak że pod poranny makijaż się nie nadaje, chyba, że ktoś lubi wstawać 40 minut wcześniej, tylko po to, żeby się umalować. Ja nie lubię. Potem wypróbowałam pod sam puder: no, ok, chociaż prawie nic nie widać jej działania (ale po pudrze twarz się nie świeci).
Aż nadszedł dzień, kiedy postanowiłam ją wypróbować pod pełen makijaż, z podkładem i w ogóle. Nałożyłam na twarz i kiedy się wchłaniała, malowałam sobie oczy (na powieki używam bazy Catrice - polecam!). Baza się wchłonęła, chociaż zostawiła błyszczącą, warstwę na twarzy. Ale uznałam, że pół godziny wystarczy, żeby móc zacząć się malować, poza tym śliskie trochę, to podkład się lepiej rozprowadzi. Wzięłam tubkę z podkładem i...
źródełko
W opisie producenta można przeczytać, że baza "doskonale wygładza i nawilża skórę, ułatwia rozprowadzanie podkładu oraz przedłuża jego trwałość". Jak ma się to do rzeczywistości? Podkład zastygał podczas rozprowadzania, warzył się, w ogóle masakra działa się na twarzy. Jakby moim zamierzeniem było uzyskanie wyglądu błotnego potwora, to osiągnęłabym cel. A jak z wygładzaniem? Cóż, po bazie silikonowej twarz zwykle miałam gładką, rozszerzone pory nie były widoczne, w ogóle księżniczka photoshopa bez photoshopa. W przypadku bazy Kobo miałam wrażenie, że zamiast porów mam kratery. Dobra, może przesadzam, bo jestem ultrarozczarowana, ale bez tego pory są mniej widoczne, a mnie głównie o to chodzi, bo unormowanie tego odpowiednimi kosmetykami pielęgnacyjnymi to jedno, ale zamaskować makijażem czasem też się przydaje. Nestety, nie z tą bazą. Co więcej, podbija żółte odcienie w podkładzie, przez co obraz nędzy zyskał wymiar rozpaczy.
Zmyłam świństwo z twarzy i jestem zła, że dałam się na nie namówić. Plusy ta baza ma takie, że silnie nawilża i natłuszcza, ostatecznie będę używać jako kremu na noc, względnie przerobię na maskę do włosów. Albo zamienię na tabliczkę czekolady - ktoś chce? (już widzę, jak po tej recenzji pchają się po nią tłumy). Nigdy więcej płynnych baz niesilikonowych. Szmelc, że hej! Trzeba było kupić tę z Catrice jednak, a nie dumać. Chociaż teraz pewnie jak dostanę przypływ gotówki, udam się do Sephory - ichnia była bardzo wspaniała, pal sześć, że droższa (za jakość trzeba czasem dopłacić).
Aha, jakby ktoś chciał zasugerować, że to jednak z podkładem coś nie tak, to spieszę z wyjaśnieniem: zmywszy bazę z warstwą podkładu nałożyłam sam podkład. Nie zastygał, nie warzył się, nie zrobił się obrzydliwie żółty, co więcej, nawet lekko zamaskował porozszerzane pory. Wina bazy. Wniosek: produkt niezgodny z opisem, 19,99 zł zmarnowane (póki nie wymyślę temu czemuś nowego zastosowania).
Jestem otwarta na propozycje, można mi polecać bazy, zaznaczam jednak, że na Estēe Lauder mam alergię.

4 komentarze:

  1. Kiedyś miałam bazę chyba z AA, całkiem udany produkt. Na tyle dobra, że może jeszcze kiedyś sobie kupię.
    Czasami mam wrażenie, że panie drogeryjne polecają coś, bo zalega im na półkach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że tak robią, tylko, że nie zawsze, przez co nigdy nie wyczujesz. Kurczę, trzeba sobie znaleźć jakąś zaufaną panią z drogerii na miejscu albo przed zakupem zasypywać pytaniami koleżankę wizażystkę bądź koleżankę kosmetyczkę (szczęściem takowe mam).
      Bazy z AA nie znam, jak gdzieś dorwę, to zobaczę (chociaż się trochę boję, ich kosmetyki mnie podrażniały, i to te z linii dla alergików, żeby zabawniej było).

      Usuń
  2. u mnie też się nie sprawdziła ta baza, koszmar.. pozatykała mnie, eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie zatkała, ale dobrego nic też nie zrobiła. Co ze swoją zrobiłaś? Ja ciągle myślę nad nowym zastosowaniem mojej, chyba naprawdę zacznę nią włosy przed myciem smarować.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))