niedziela, 12 stycznia 2014

Podsumowanie roku i potwory z szafy

Jak zima drogowców, tak mnie zaskoczył nowy rok. Dobra, zima drogowców nie zaskoczyła, mnie zaskoczyło tylko "ale jak to było zadane?". Ale ogarnęłam. Powoli wygrzebuję się spod strasznej sterty tłumaczeń i innych dokumentów (a z szafy, tzn. z półki wyłażą coraz to nowe potwory: dziadowskie zaległości, które biję słownikiem, ale nie wszystkie zdychają). Zaczynam też ogarniać zdjęcia, o dziwo, z niektórymi jestem na bieżąco, np. z tymi z wycieczki do Rzeczpospolitej Krakowskiej. Zwiedziłam tam, zobaczyłam, wdreptałam na skałki, zdeptałam się, ubłociłam. Po czym spakowałam się i wtoczyłam do pociągu, który potoczył się do Warszawy i tam zaskoczyła mnie praca domowa, którą trzeba było zrobić przez ferie. Więcej nie zajrzę na fejsa przed snem...
Smog wawelski
Generalnie miałam podsumować rok, zatem:

  1. przeprowadzałam się o wiele za dużo razy;
  2. powyższe nauczyło mnie żyć w formie skondensowanej (pierwszym wyrazem kondensacji mienia był zakup laptopa, którego pokochałam, chociaż bywa zły, a takie ładne imię dostał);
  3. chciałabym powiedzieć, że więcej nie pamiętam, ale obroniłam się (forma żeńska od "filolog" to "filifionka", a nie żadna, tfu-tfu-tfu, X, odejdź, przepadnij, "filolożka"), teraz chciałabym powiedzieć, że leniuję, ale było o stercie wrednych papierowych potworów – na magisterskich; nie, nie mam tematu pracy;
  4. poznałam podstawy programowania w RoR i zamierzam poznać więcej;
  5. wystarczy chyba, nie mam jakichś wybitnych zasług... a, nie, udało mi się opanować ŁZS i wyglądam aktualnie jak człowiek; żyję zdrowo, unikam alergenów, używam kosmetyków aptecznych i jakoś się kręci...
  6. przefarbowałam włosy na blond (więcej doniosłych wydarzeń z życia nie ma, naprawdę, chociaż Facebook twierdzi inaczej, ale on mi jakieś bzdury powybierał);
  7. astygmatyzm zmutował i jak tak dalej pójdzie, to odejdzie w niebyt radujmy się!
  8. dostałam się na stypendium zagraniczne, zatem na jakiś czas opuszczę ten tonący kraj, a na blogu będę pisać o słodyczach, alkoholu i kosmetykach.
 Nie wiem, wszyscy mierzą włosy, obwód bioder, stają na wagę, a u mnie nic. Znaczy, waga w górę, rozmiar ubrań bez zmian, Chodakowska mówiła, że mięśnie ważą, nie?

Fotek mojej osoby ostatnio nie można tu uświadczyć, bo jakiś taki nie taki mam rozkład tygodnia, nie ma kiedy się na foty umówić, a jak jest, to nie nadają się do publikacji. A szkoda, bo kupiłam sobie szałową sukienkę. Zobaczę, może jeszcze uda się coś z tym zrobić.
Postanowień noworocznych nie mam. pomijając "kupię sobie coś ładnego" (kupiłam, rajstopy w Calzedonii i Terranovie, wystarczy) i "nie zetnę włosów". Włosów mam chwilami dość, czasem nie wiem, co z nimi zrobić. Póki co smaruję je różnymi specyfikami, moim ostatnio ulubionym jest ten:
Jasna strona mocy
Na zdjęciu co prawda pusta butelka, ale wiadomo chociaż, jak wygląda to, co należy zakupić, jeśli ma się jasne włosy (i jeśli akurat jest się na Litwie bądź Łotwie). Zawartość przelałam do atomizera i dodałam wody. Jest to ładnie pachnący, ładnie działający olejek do włosów, jakby kto chciał skład, to jest na stronie producenta. Niestety kończy mi się, czym się trochę martwię, ale za 3 tygodnie kupię sobie nowy. Dobry jest nie tylko na długość (włosy miękkie i błyszczące), ale i do zabezpieczania końcówek po myciu (dobrze odżywione, przesusz zlikwidowany, rozdwajanie opanowane, a po rozjaśnianiu i farbowaniu pod tymi względami szału nie było, naprawdę), a legenda głosi, że można używać też do twarzy. Dobra, przekonałam się tym, żeby włosów nie ścinać. Farbowanie na blond nie było jednak dobrym pomysłem. Dobra, jednak będzie zdjęcie mojej osoby, co prawda z miną zadowolonego z siebie tłuka, ale co tam, nawet tłuki mogą być z siebie zadowolone (mimo, że popełniły błąd farbując się na blond).
Jakość na szczęście na tyle kiepska, że mogę twierdzić, że to nie moja wina, że tak wyglądam. Ekspert stwierdził, że włosy są dla mnie za jasne. I chyba muszę się zgodzić, nie mam wyjścia, już tak długo patrzyłam w lustro, że faktycznie coś jest nie tak. Teraz się zastanawiam, na co to zmienić, a póki co za radą eksperta mocniej się maluję, żeby był kontrast. Do rudego nie chcę wracać, ale historia uczy, że na tych włosach dobrze wychodzi tylko rudy. Ewentualnie ciemnobrązowyprawieczarny (ale ja wtedy niekoniecznie dobrze wychodzę).
A do tych okularów chyba tylko wąsów brakuje... Jak kupowałam, to mi się podobały, potem stwierdziłam, że wyglądam jak Colin Firth w Samotnym mężczyźnie (ale on jednak niestety wyglądał lepiej), teraz już chyba się przyzwyczaiłam, ale wąsy doklejane jak znajdę, to zakupię.
Jakby kogoś ciekawiła broszka, to ona już to kiedyś występowała. Cała reszta zrobiona w Chinach, więc nie ma co się chwalić sieciówkowymi zakupami (ale koszulę chwalę, bo leży bardzo dobrze, New Yorker, ma miejsce na talię i na biust, ino Chińczyki za nisko skończyły przyszywać guziki i bez tej broszki jakoś tak mało elegancko wygląda (znaczy ja mam bardzo ładną bieliznę, ale to nie wszyscy zaraz muszą wiedzieć, jak ładną).

Dobra, kurz z bloga uznaję za stary, pajęczynę za odkurzoną, wracam do tłumaczeń.

P.S. Tak pomyślałam, że ustawiłabym dla własnej wygody jakieś etykiety do wpisów, ale żadne sensowne nie przychodzą mi do głowy, jakby ktoś miał pomysł, to niech się podzieli.

4 komentarze:

  1. A ja obcięłam włosy. 5 drogocennych centymetrów. Szał... Pomyśl o ładnym brązie, skonsultuj z lekarzem lub farmaceutą, coś zawsze wyjdzie.
    Etykiety? Ciuchy i kosmetyki ;)
    Powodzenia w tłumaczeniach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też obcięłam, ale będę musiała obciąć więcej i wcześniej je myć, a nie o północy i kłaść się spać z mokrymi. Ale co tam, włosy mają to do siebie, że odrastają :)
      Etykiety poogarniam, tylko wpierw sprawdzę powodzenie w tłumaczeniach ;) Jedno już mam z bańki, jeszcze 2 zostały + przygotowanie 3 dokumentów obcojęzycznych. Powinnam zrobić sobie pasek postępów na pulpicie i przesuwać, jak coś zrobię , ale niestety, wtedy postęp byłby wolniejszy, bo trzebaby się motywującym paskiem zająć ;)

      Usuń
  2. Gratuluję obrony! :) Tak swoją drogą to zazdroszczę Ci tego, że tak dobrze pasują do Ciebie okulary. Wyglądasz tak nowocześnie!

    Ps. Odpowiedź na komentarz:
    Nie miałam go jeszcze... Ależ Wy mnie kusicie! :P
    Ja ubolewam, że nie ma takiego tuszu, którego wystarczyłaby jedna warstwa. Zdecydowanie ułatwiłoby to malowanie, np. brak grudek itp. Jeśli chodzi o tusze wodoodporne to bardzo je lubię, aczkolwiek raz zraziłam się do takiego - Rimmel, Scandaleyes Volume Flash Waterproof Mascara. Nie robił z rzęsami nic nawet przy 10 warstwach. No po prostu jakbym malowała się czarną wodą. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Kurczę, nie pomyślałabym, że wyglądam nowocześnie :) Ja o wąsach, a tu taki komplement ;)

      A co do tuszu, to próbuj, tym bardziej, że drogi nie jest :]

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))