piątek, 21 marca 2014

5 piosenek

...to za mało. Ale trzeba mieć umiar we wszystkim, zatem, zgapiając od krysztallów, wrzucę i swoje 5 ulubionych piosenek. Problem tylko taki, czy to 5 ulubionych piosenek tygodnia czy wszech czasów. Bo jeśli chodzi o piosenki tygodnia, a nawet miesiąca (czy wręcz albumy), to aktualnie lecą u mnie Lux Occulta - Kołysanki, Thy Worshiper - Czarna Dzika Czerwień i Океан Ельзи - Земля. Wszystko polecam, bo dobre. Z każdego oczywiście znalazłoby się po jednej fajnej piosence, ale postanowiłam w tej kwestii zaufać lastefemowi, który rejestruje, czego słucham przyłączona do matrixa (albo i nieprzyłączona, bo tak czy inaczej, prędzej, czy później, zaskrobie), a nawet od jakiegoś czasu skrobie mi z telefonu.


#5. Ordo Rosarius Equilibrio - Your Sex Is the Scar (feat. Spiritual Front)
Uzależniająca, to pewne. Dlatego znalazła się w moim lastefemowym Top 5. W sumie teraz, jak słucham, to może nie ma szału, ale ma to "coś". Cały album Satyriasis polecam.

#4. Défilé des âmes - Dog's Blood
Jeden z największych smutków neofolku. Jak to wykopałam (a były to czasy dawne, kiedy grzebanie po internecie nie było takim przedzieraniem się przez narośnięte warstwy mułu), to nie mogłam się oderwać przez dłuższy czas. Nadal uważam, że jeden z najpiękniejszych utworów, jakie powstały w południowej Europie. Zespół pod nazwą Défilé des âmes już nie tworzy, aktualnie działają pod szyldem :Skull & Dawn: - łatwo znaleźć na facebooku, wrzucają od czasu do czasu coś nowego.

#3. Andrew Bird - Imitosis
Kolejny smutek, ale już nie neofolk. Andrew jest indie popowy. Poza tym jest świetny, jak piosenka i jak wideoklip (no, czyje one są?). Piosenka, której często słuchałam w chwilach zwątpienia i nie tylko, bo słuchałam też dlatego, że niesamowicie wpada w ucho. Wskazane byłoby zainteresować się całym Armchair Apocrypha, jak się nie jest smutnym człowiekiem zwłaszcza. Bo jak jedna jaskółka wiosny nie czyni (btw kiedy ktoś ostatnio widział jaskółkę?), tak jeden smut nie decyduje o charakterze całego albumu.

#2. Spiritual Front - Cruisin'
Kolejny z tych, które się przyczepiają i nie chcą odpuścić. Kolejny z tych, które znajduję się na świetnych albumach. Zawsze mi się z zimą kojarzy, bo jak to odkryłam i namiętnie słuchałam, to akurat była zima. Z zakupem płyty wiąże się zabawna historia: zamówiłam, po czym po niecałej godzinie dostałam maila ze sklepu, że już mi wysłali. Zanim przelew zdążył dojść. Następnego dnia płyta była u mnie.

#1. Jan A. P. Kaczmarek - Please, Don't Come Here Again / Tu chiami una vita
[klik]
Nijak nie mogę wstawić normalnie :C Nie mogę znaleźć albo jak już mam, to nie wiem, jak to tutaj wtrynić. Jest link zatem.
W każdym razie kolejna smutna piosenka, która łamie serce. Zresztą jak film, na ścieżce dźwiękowej którego się znajduje.

Chyba wychodzę na strasznie smutnego człowieka, tak patrząc po muzyce. Ale to nieprawda. Strasznie smutnym człowiekiem nie jestem.
A w ogóle post to kolejna zapchajdziura, bo mi się nie chce zdjęć wywoływać. A prosto z aparatu nie dam, takie diskonasycenie kolorów, że oczy bolą. W ogóle muszę rozkminić, jak to się robiło, żeby dziad zapisywał tylko w rawach, zamiast raw + jpeg, bo ten jpeg potrzebny mi jak drzwi do lasu. Przez takie zapchajposty wychodzi mi tu jakiś blog o życiu (którego nie mam). Obiecuję, że wezmę się i wywołam zdjęcia, i dam post na inny temat. O ciuchach nic nie będzie, bo nie mam żadnego fotografa pod ręką. Porządnego, znaczy. Nie wiem, czy obsługiwanie lustrzanki i porządne kadrowanie to taka filozofia? Nawet ja to umiem, a jakimś mistrzem fotografii nie jestem. :/ A ze statywem łazić nie zamierzam. Zatem płaszczyka w wiśnie nie pokażę, będzie co innego.

2 komentarze:

  1. Większości nie znam, Andrew Bird jest świetny, a Okean to jeden z moich ulubionych ukraińskich zespołów (chyba każdy tak mówi). Jan A. P. Kaczmarek sprawił, że atmosfera filmu zyskała na intensywności. Moja ulubiona muzyka filmowa, jakiej słucham (z "Dona" też była fajna, ale bollywoodzkie disko się nie może równać). Ja się nie sugerowałam wysokością w rankingu słuchalniczym, więc nie wyszło mi smutno. Ale chyba miałabym Britney Spears, gdybym statystycznie z lasta swoją listę układała.
    Dla mnie obsługa lustrzanki i kadrowanie to ogromna filozofia, co widać po zdjęciach na moim blogu ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się sugerowałam, bo gdybym miała wybrać, to za 100 lat bym się nie zdecydowała ;) Albo 5 to byłoby za mało. I i tak byłoby smutno, więc na jedno wychodzi ;)
      A Jan A. P. Kaczmarek zrobił całe emocje do tego filmu. Żeby nie muzyka, to tylko raz bym zapłakała, a tak płakałam prawie przez cały
      A obsługa lustrzanki to nic trudnego, włączasz, kadrujesz, ustawiasz, włala! Ja nie umiem tych dziadów dla małp obsługiwać, strasznie to wolne w wykonywaniu poleceń i beznadziejnie się cokolwiek ustawia (ale może sobie kupię, bo jest akcija, a takie małe dziadu robiące foty lepsze niż kalkulator się czasem przydaje ;))

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))