03.24 godzina poranna, Pan Ojciec na poczcie w Giżycku wysyła mi list. List tego samego dnia idzie do Olsztyna.
03.25 List dociera do Warszawy, po czym Poczta Polska przekazuje go za granicę.
03.31 rano list dociera do Wilna; litewski Urząd Celny zwalnia go wieczorem, poczta puszcza go dalej (chyba).
I tu się zaczyna zagadka. W systemie widnieje:
2014-04-01 07:44 | Nieudana próba doręczenia | International Postal SystemTak, na czerwono.
Już od piątku 28 marca chodziłam na portiernię i pytałam, czy było coś do mnie. Nie było. No i tak chodziłam w sobotę, w poniedziałek, we wtorek, w końcu napisałam siostrze, żeby podała mi numer przesyłki, no i właśnie zobaczyłam w systemie zacytowaną powyżej informację. Zagotowało się we mnie, bo nie było awiza. Czekałam jeszcze jeden dzień, i jeszcze jeden - awiza nie było nadal. Postanowiłam udać się na pocztę. Spisałam numer przesyłki i po zajęciach poszłam do tego mrocznego gmaszyska.
Gmaszysko mieści się na Alei Wolności 102 (Laisvės Alėja w tutejszym języku). Szłam tak wkurzona, że mało nie skrzyczałam po drodze pana żebraka, który chciał ode mnie kasy. Na szczęście się powstrzymałam i nic nie dostał, ani kasy, ani opierniczu. Wracając do gmaszyska pocztowego, to jest w nim ciemno, są witraże ze znakami zodiaku, freski z personifikacją Litwy, jakimś raitelisem, herb Kłajpedy. Nesąmonė jednym słowem. Na wprost drzwi znajduje się automat z numerkami. Wściekła taka stwierdziłam, że niech mi pisze po angielsku, dokąd numerek, bo po litewsku to jeszcze coś popierniczę. No wai. Teraz zaczynają się schody. Ale oczywiście, "taking letters and parcels up to 2 kg", normalny człowiek wziąłby za odbiór....
Kolejność, w jakiej proszeni są interesanci to kolejna nesąmonė. Numerki to jakieś 100 z dodatkiem, jakieś 200, jakieś 600. Oczywiście, jeśli masz numerek, np. 296, to nie znaczy, że przed tobą nie zostanie poproszony 299 czy 297. A Ty gnij 20 minut. Albo i 30. Bo numerki są najwyraźniej wywoływane w losowej kolejności (poprzednim razem też tak miałam). Przyszła moja kolej i co? Poproszono mnie nie do stanowiska, gdzie są wydawane przesyłki, tylko do okienka. Tam pani kazała mi iść gdzie indziej. Poszłam.
Od stanowiska odeszła pani, wbiła się inna kupić kopertę, po niej wbijam się ja. Pani do mnie z morda, że mam wziąć numerek. Mówię, że wzięłam, poproszono mnie do okienka tam i pani odesłała mnie tutaj. A ona mi "a co mnie to obchodzi, do mnie ludzie czekają, proszę wziąć kolejny numerek!"
ja: A pani myśli, że ja mam czas tak tu czekać?
ona: Pani da ten numerek. <bierze> Wzięła pani niewłaściwy! Do wysyłki, nie do odbioru! To teraz nie mój problem!
ja: Brałam z instrukcją po angielsku. Nie mój problem, że jest zrobione złe tłumaczenie. Brałam tak, jak napisane. Wysyłanie to "sending", a nie "taking". Tu ma pani numer przesyłki, niech mi ją pani znajdzie, bo w systemie w internecie pisze mi, że nieudane doręczenie, podczas, gdy żadne awizo nie zostało zostawione.
pani: Dokument proszę. <klika w komputerze> Ulica Witolda? To na Viliampolė! Czemu pani do nas przyszła?
ja: Od kiedy tam? Mieszkam w centrum, Aleja Witolda. Poprzednio na pocztę miałam przyjść tutaj.
pani: Dokładny adres proszę, z numerami.
Podałam jej dokładny adres. Poklikała i mówi, że zgadza się, ale list poszedł na Viliampolė. Adresat nie znaleziony, poszło do zwrotu. Napisałam do siostry z zapytaniem, jaki adres Tata napisał na kopercie. Taki, jak podałam. Serce pojechało do gardła i już miało wyskoczyć i zabić, kiedy pani powiedziała: "chwila, zwroty są u nas, mam, 21. kwietnia wysyłka zwrotna, zaraz znajdę". I znalazła.
Przyniosła. Na kopercie drukowanymi literami napisany adres, widać wyraźnie "Aleja Witolda..." (tj. "Vytauto pr."). Mile zaskoczona zauważyła, że zaadresowane poprawnie. I zdziwiła się, że trafiło na ulicę Witolda (Vytauto g-vė), bez sensu (mnie to mówić!). Kazała podpisać odbiór, oddała dowód i list. Podziękowałam i poszłam.
I zastanawiam się, jak bardzo trzeba nie umieć czytać, żeby pracować na poczcie?
Ale że umiałam się z babką wykłócić po litewsku, to jestem z siebie dumna. Tak, cała powyższa rozmowa toczyła się po litewsku.
A ku wiadomości i edukacji: "nesąmonė" to tyle co "nonsens; bezsens", "raitelis" to "jeździec; rycerz". Angielski, zakładam, jest językiem powszechniej znanym.
Tak się przyzwyczailiśmy narzekań na Pocztę Polską, ale przesyłka zaadresowana francuską ręką na Matacholososkiego dotarła na Małachowskiego. Listonosz nawet nie mrugnął okiem. :)
OdpowiedzUsuńBo w Polsce to wiedzą po co są kody pocztowe. I używają ich przy sortowaniu, a nie według ulicy...
UsuńMiasto Toruń funkcjonuje na jednym kodzie. Taka ciekawostka.
Usuń