Temat starości zmienię na temat względnie stary, bo z początku kwietnia. Większość pojechała do domu, ja pojechałam do Pragi. Z Pragi do Pragi. Nie tak, jak zwykle, z Pragi Południe na Pragę Północ, ale do stolicy Czech.
Może jestem dziwna, ale bardzo podoba mi się tam wiadukt koło dworca. Na zdjęciu nie mam. Zdjęcia robiłam w centrum i starym cmentarzu (Olšanské hřbitovy). Cmentarz żydowski niestety był zamknięty, nie dość, że Szabes, to i Pesach... a w święta nieczynny. Cóż, innym razem.
Pogoda trafiła się bardzo ładna; było słonecznie i dość ciepło (chociaż wietrznie). Kolejnego dnia zdjęciowego było już gorzej, bo co 2 godziny waliło śniegiem, a w przerwach wiało zimnem. Ale cóż, na niektóre rzeczy nie ma się wpływu.
![]() |
| Žižkovska wieża telewizyjna |
Udało się nawet pooglądać przez ogrodzenie Židovský hřbitov na Žižkově, czyli Żydowski cmentarz na Žižkovie.
Nawet mnie widać na tym zdjęciu :)
Poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła żadnych kosmetyków. Czeskie co prawda tym razem sobie odpuściłam, ale o ile mi wiadomo, to właśnie idą do mnie pocztą. A będąc w Pradze poszłam do DM-u i kupiłam kosmetyki Balea, do włosów, rzecz jasna, i nie tylko sobie.
Na zdjęciu tylko pierwsza część łupów. Polecam małą kurę Balei, naprawdę cuda działa na włosach, żałuję, że wzięłam tylko jedną.
Poza tym było też jedzenie. Jako człowiek żarłoczno-głodny, najpierw zjadam, a potem myślę "a mogłam zrobić zdjęcie. Dlatego nie będzie fotki, nawet z telefonu, przedstawiającej czosnkową zupę, piwo, kluseczki ziemniaczane ze skwarkami, hermeliny czy bułki z nutellą. Zresztą bułkę z nutellą można sobie wszędzie zrobić. Opanowałam się jednak przed pochłonięciem hermelinowych kroužków z McDonald's i najpierw je uwieczniłam:
Szkoda, że u nas nie ma czegoś takiego, naprawdę pyszne. Jak ja mówię, że coś z Maka jest pyszne, to znaczy, że tak jest.
Uwieczniłam też najpyszniejsze na świecie lody truskawkowe, smakujące jak świeże truskawki, bez cukru. Pycha!
Gdyby ktoś się wybierał do Pragi, to polecam cukiernio-lodziarnię na Náměstí Míru, przy przystanku konunikacji miejskiej. To stamtąd. Powiem, że z lodów kupowanych w Polsce, to tym dorównują tylko te z Si Gela na Staromostowej w Krakowie (też polecam).
Ach, no i podczas pobytu w Pradze wpadłam na pomysł, że udziergam sobie komin na rękach. Wg tej instrukcji – bajecznie prosta. A włóczkę kupiłam jakąś tanią i dobrą, z dużą zawartością wełny, i udziergałam:
Foto z miksera, lepszego nie ma i nie będzie. Komin się przydał, bo jak wracałam, zrobiło się bardzo zimno.
Teraz myślę, że o tej porze roku Praga byłaby przyjemniejsza może, ale póki co się tam nie wybieram. Próbuję ogarnąć się na bieżąco, bo, jak widać, jestem ponad 2 miesiące do tyłu z tematami (wydaje się, jest trochę lepiej). Fotek oczywiście mam więcej, ale nie wrzucam, bo bardzo irytują mnie notki, gdzie w cholerę zdjęć jest, w dodatku nieprzeskalowanych (ja chociaż skaluję, to szybciej się wszystko ładuje). Jak ktoś chce album ze zdjęciami, to robi album ze zdjęciami, a nie wkleja wszystko na bloga. Ja wkleiłam i tak dużo.
![]() |
| część łupów |
Poza tym było też jedzenie. Jako człowiek żarłoczno-głodny, najpierw zjadam, a potem myślę "a mogłam zrobić zdjęcie. Dlatego nie będzie fotki, nawet z telefonu, przedstawiającej czosnkową zupę, piwo, kluseczki ziemniaczane ze skwarkami, hermeliny czy bułki z nutellą. Zresztą bułkę z nutellą można sobie wszędzie zrobić. Opanowałam się jednak przed pochłonięciem hermelinowych kroužków z McDonald's i najpierw je uwieczniłam:
Szkoda, że u nas nie ma czegoś takiego, naprawdę pyszne. Jak ja mówię, że coś z Maka jest pyszne, to znaczy, że tak jest.
Uwieczniłam też najpyszniejsze na świecie lody truskawkowe, smakujące jak świeże truskawki, bez cukru. Pycha!
Gdyby ktoś się wybierał do Pragi, to polecam cukiernio-lodziarnię na Náměstí Míru, przy przystanku konunikacji miejskiej. To stamtąd. Powiem, że z lodów kupowanych w Polsce, to tym dorównują tylko te z Si Gela na Staromostowej w Krakowie (też polecam).
Ach, no i podczas pobytu w Pradze wpadłam na pomysł, że udziergam sobie komin na rękach. Wg tej instrukcji – bajecznie prosta. A włóczkę kupiłam jakąś tanią i dobrą, z dużą zawartością wełny, i udziergałam:
Foto z miksera, lepszego nie ma i nie będzie. Komin się przydał, bo jak wracałam, zrobiło się bardzo zimno.
Teraz myślę, że o tej porze roku Praga byłaby przyjemniejsza może, ale póki co się tam nie wybieram. Próbuję ogarnąć się na bieżąco, bo, jak widać, jestem ponad 2 miesiące do tyłu z tematami (wydaje się, jest trochę lepiej). Fotek oczywiście mam więcej, ale nie wrzucam, bo bardzo irytują mnie notki, gdzie w cholerę zdjęć jest, w dodatku nieprzeskalowanych (ja chociaż skaluję, to szybciej się wszystko ładuje). Jak ktoś chce album ze zdjęciami, to robi album ze zdjęciami, a nie wkleja wszystko na bloga. Ja wkleiłam i tak dużo.











Fajnie popodróżować. Trochę sentymentalnie mi się zrobiło, bo przypomniałam sobie kosmetyki z zaprzeszłej epoki, właśnie nie czeskie, a czechosłowackie jeszcze, z firmy (chyba) Barrandow. Kremy i podkłady były rewelacyjne, a tusz do rzęs to niestety, ale rewlacyjne się rozmazywał :).
OdpowiedzUsuńSię zastanawiam, czy to nie to samo, co Dermacol, jako że Barrandov to dzielnica studia filmowego, a Dermacol w przemyśle filmowym i telewizyjnym podobno wielką karierę zrobił, zwłaszcza podkłady. :)
UsuńZazdroszczę, chciałabym odwiedzić Pragę :)
OdpowiedzUsuń