środa, 17 czerwca 2015

Z Pragi do Pragi

Czasem przychodzi taki dzień, że człowiek mówi sobie "koniec żartów", a potem zauważa, że napisał bzdury, bo nie zmienił klawiatury na polską. Taki żarcik losu. Niektórzy nie mogą żyć poważnie, bo życie jest zbyt smutne, żeby się nie śmiać, choćby ironicznie, choćby przez łzy. Czytałam gdzieś, że jak człowiek się stara non stop uśmiechać, to faktycznie ma lepszy nastrój. Skądinąd gdzieś indziej przeczytałam, że jak się sztucznie uśmiechamy, to nie robią się kurze łapki w zewnętrznych kącikach oczu. Zerknęłam na swoje zdjęcie, zrobione w momencie, kiedy myślałam o czymś naprawdę miłym – nie ma kurzych łapek. Oj, nieładnie – pomyślałam. Na wszelki wypadek uśmiechnęłam się do lustra... nie ma. Kurze łapki robią mi się tylko, kiedy śmieję się do rozpuku. Macałam skórę wokół oczu, przyglądałam się uważnie – nie ma zmarszczek. Mam dobre geny, moja babcia, już po siedemdziesiątce, nadal nie ma pomarszczonej twarzy, takie tam dwie bruzdy, nawet nie na krzyż. Ale na wszelki wypadek kupię krem przeciwzmarszczkowy. Lepiej zapobiegać... Przyjdzie starość, to będzie za późno.

Temat starości zmienię na temat względnie stary, bo z początku kwietnia. Większość pojechała do domu, ja pojechałam do Pragi. Z Pragi do Pragi. Nie tak, jak zwykle, z Pragi Południe na Pragę Północ, ale do stolicy Czech.
Może jestem dziwna, ale bardzo podoba mi się tam wiadukt koło dworca. Na zdjęciu nie mam. Zdjęcia robiłam w centrum i starym cmentarzu (Olšanské hřbitovy). Cmentarz żydowski niestety był zamknięty, nie dość, że Szabes, to i Pesach... a w święta nieczynny. Cóż, innym razem.

Pogoda trafiła się bardzo ładna; było słonecznie i dość ciepło (chociaż wietrznie). Kolejnego dnia zdjęciowego było już gorzej, bo co 2 godziny waliło śniegiem, a w przerwach wiało zimnem. Ale cóż, na niektóre rzeczy nie ma się wpływu.
Žižkovska wieża telewizyjna
Mimo złej pogody udało się pospacerować i obejrzeć kilka dzieł Davida Černego, w tym niemowlęta pełzające po wieży.
Udało się nawet pooglądać przez ogrodzenie Židovský hřbitov na Žižkově, czyli Żydowski cmentarz na Žižkovie.
I kolejne, ledwo co wówczas ustawione, dzieło Černego: Głowa Franza Kafki, ruchoma.
Nawet mnie widać na tym zdjęciu :)

Poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła żadnych kosmetyków. Czeskie co prawda tym razem sobie odpuściłam, ale o ile mi wiadomo, to właśnie idą do mnie pocztą. A będąc w Pradze poszłam do DM-u i kupiłam kosmetyki Balea, do włosów, rzecz jasna, i nie tylko sobie.
część łupów
 Na zdjęciu tylko pierwsza część łupów. Polecam małą kurę Balei, naprawdę cuda działa na włosach, żałuję, że wzięłam tylko jedną.
Poza tym było też jedzenie. Jako człowiek żarłoczno-głodny, najpierw zjadam, a potem myślę "a mogłam zrobić zdjęcie. Dlatego nie będzie fotki, nawet z telefonu, przedstawiającej czosnkową zupę, piwo, kluseczki ziemniaczane ze skwarkami, hermeliny czy bułki z nutellą. Zresztą bułkę z nutellą można sobie wszędzie zrobić. Opanowałam się jednak przed pochłonięciem hermelinowych kroužków z McDonald's i najpierw je uwieczniłam:
Szkoda, że u nas nie ma czegoś takiego, naprawdę pyszne. Jak ja mówię, że coś z Maka jest pyszne, to znaczy, że tak jest.
Uwieczniłam też najpyszniejsze na świecie lody truskawkowe, smakujące jak świeże truskawki, bez cukru. Pycha!
Gdyby ktoś się wybierał do Pragi, to polecam cukiernio-lodziarnię na Náměstí Míru, przy przystanku konunikacji miejskiej. To stamtąd. Powiem, że z lodów kupowanych w Polsce, to tym dorównują tylko te z Si Gela na Staromostowej w Krakowie (też polecam).

Ach, no i podczas pobytu w Pradze wpadłam na pomysł, że udziergam sobie komin na rękach. Wg tej instrukcji – bajecznie prosta. A włóczkę kupiłam jakąś tanią i dobrą, z dużą zawartością wełny, i udziergałam:
Foto z miksera, lepszego nie ma i nie będzie. Komin się przydał, bo jak wracałam, zrobiło się bardzo zimno.
Teraz myślę, że o tej porze roku Praga byłaby przyjemniejsza może, ale póki co się tam nie wybieram. Próbuję ogarnąć się na bieżąco, bo, jak widać, jestem ponad 2 miesiące do tyłu z tematami (wydaje się, jest trochę lepiej). Fotek oczywiście mam więcej, ale nie wrzucam, bo bardzo irytują mnie notki, gdzie w cholerę zdjęć jest, w dodatku nieprzeskalowanych (ja chociaż skaluję, to szybciej się wszystko ładuje). Jak ktoś chce album ze zdjęciami, to robi album ze zdjęciami, a nie wkleja wszystko na bloga. Ja wkleiłam i tak dużo.

3 komentarze:

  1. Fajnie popodróżować. Trochę sentymentalnie mi się zrobiło, bo przypomniałam sobie kosmetyki z zaprzeszłej epoki, właśnie nie czeskie, a czechosłowackie jeszcze, z firmy (chyba) Barrandow. Kremy i podkłady były rewelacyjne, a tusz do rzęs to niestety, ale rewlacyjne się rozmazywał :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się zastanawiam, czy to nie to samo, co Dermacol, jako że Barrandov to dzielnica studia filmowego, a Dermacol w przemyśle filmowym i telewizyjnym podobno wielką karierę zrobił, zwłaszcza podkłady. :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę, chciałabym odwiedzić Pragę :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli napiszesz coś konstruktywnego (najlepiej zgodnie z zasadami kultury, ortografii i interpunkcji). Niestety, nie będę obserwować Twojego bloga, jeśli mnie nie zainteresuje, nie wezmę udziału w konkursie, bo nie mam na to czasu/ochoty/sama sobie znajduję konkursy, więc daruj sobie zapraszanie.
Niemniej jeśli odczuwasz silną potrzebę, to zostaw ślad po swojej wizycie (choćby to było wytknięcie braku przecinka, takie komentarze zawsze są cenne :))