Tydzień temu w niedzielę byłam na koncercie. Dziękuję P. za kupienie mi biletu :)
Na miejscu spotkałam się z kolegą, który jako jedyny ze wszystkich obiecujących, że przyjadą, słowa dotrzymał. Reszcie hańba i niech żałują.
Alina nie zachowuje się jak gwiazda, i nie wygląda na taką. Alina jest czarownicą, a czaruje głosem przy akompaniamencie fortepianu. Jej piosenki, jak sama powiedziała: są krótkie, ale myślę, że to fajne. W pełni się zgadzam. Krótkie, ale naładowane emocjami, obrazami, tak plastyczne, tak oddziałujące na wyobraźnię, psychikę... Coś niesamowitego. Takie mini-bajki muzyczne, do słuchania z zamkniętymi oczami. A ja lubię bajki.
Piosenki są krótkie, i choć było ich dużo, to i tak za mało. Naprawdę, po koncercie został mi niedosyt. Chcę jeszcze. Słuchanie wersji albumowych nijak nie zaspokaja tego głodu; karmi go, a ten rośnie. Słuchanie nagrań koncertowych na Youtube'ie to też nie to samo. Zostałam zaczarowana i teraz pewnie będę musiała iść na kolejny koncert posłuchać Aliny na żywo. Właściwie to... czemu nie?
A zanim to nastąpi, zostaje mi tęsknić słuchając nagrań. Jedno jest powyżej, nawiasem mówiąc, chyba najpiękniejsza piosenka o czekaniu na śmierć. Drugą daję niżej, też była wykonywana na koncercie:
Fotografie koncertowe dzięki uprzejmości wcześniej wspomnianego kolegi, Dominika Wilczewskiego. Dziękuję :)



Ładnie ta "Czarownica" czaruje głosem :).
OdpowiedzUsuń